Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Ze słownika polsko-kozinego

językowej perspektywy grudnia zeszły wrzesień z moim pierwszym blogowym wpisem wygląda jak blednąca pocztówka z wakacji.

Nic, że ostatni miesiąc roku raczy nas pogodą, o jakiej tylko w grudniu nawet na Florydzie można śnić, zapisując się nam we wspomnieniach owocami papryki na tarasie, chodzeniem w t-shirtach, oknami „rozdzianymi” na oścież, kolacją na zewnątrz... Mój świat szarzeje na myśl, że więdnie dwujęzyczność Córki. (Jest dokładnie co przewidziałam - coraz trudniej przychodzi jej mówienie po polsku.) Kwitnie jedynie kozine słowotwórstwo, którym Dziecko non-stop wzbogaca swój udziwniony, rzekomo polski leksykon.

Żeby nie było, że nie mam podstaw do psioczenia, oto kilka słówek, które moja pamięć zarejestrowała z konwersacji z Kozą w ciągu minionego weekendu:

rzodkiewki to turnipki
strażak to pożarnik 
wróble to wróbki
kuropatwa to kuroplak
pisk to pyszk
puszcza (las) to puszyca 
na obozie to na łobuzie...

I przykłady można mnożyć, tym bardziej że zwierzyniec to osoba, która morduje zwierzęta, a pająk krzyżak to pająk pobożny (mieszkający w kościele).

Ach! I, naturalnie, biegunka to ścieżka zdrowia...
(Nikomu jej jednak nie życzę. Ale nienormalnie ładnej pogody – jak najbardziej.)

niedziela, 16 września 2012

Lekcja Pierwsza: Nie ma to jak dobry początek

„Uprzejmie proszę o usprawiedliwienie nieobecności mojej córki [imię/nazwisko] w dniu dzisiejszym [data] na lekcji języka polskiego. Córka jest niedysponowana, ponieważ najprawdopodobniej wpadło jej coś do lewego oka i nie pozwoli sobie tego usunąć. Za żadne Chiny. Może tylko patrzeć w górę, na trzymaną w omdlewających rękach nad głową książkę z bilioteki. W dół, na ćwiczenia z języka polskiego rozłożone na biurku, niestety, nie.

Z poważaniem,

[imię/nazwisko]”

Taki wzór listu byłabym dzisiaj wykorzystała, gdyby chciało mi się pisać do samej do siebie. Ale nie chciało. Machnęłam też ręką na pisemne usprawiedliwienie z ważniejszej przyczyny. Musiałam współczuć Córce i jej lewemu oku, a kto kiedyś próbował dojść do ładu z beczącą Kozą, co to nie da się dotknąć, ten wie, co mam na myśli. 

sobota, 15 września 2012

Organizacyjnie

Co roku delektuję się wrześniem, bo we wrześniu Córka nadal mówi do mnie głównie po polsku. Mówi z rozpędu: po lipcowej rozgrzewce, po sierpniowych praktykach, we wrześniu zbieramy owoce letniego kontaktu z polską rodziną.

Nadstawiam uszu, ciekawa, co nowego padnie w moim ojczystym języku ze zgrabnie wykrojonych córcinych ust. W tym roku przeważa słownik mojej chrześniaczki, czyli

- do komputera podchodzi się, aby „obczaić” coś na youtube
- zamiast „coś ty!”, „nie gadaj!” mówi się „foch!”
- dotychczasowe słowa aprobaty dla mojej odzieży wyjściowej zastępuje przeciągłe, drapieżne, kocie „mrau” itp.

Przygladam się zadowolonej Córce. Ta widzi, że się przygladam. Podchodzi, przytula mnie, głaszcząc jak zjeżonego zwierzaka.
- Widzisz, mamusiu? Umiem po polsku.

Domyślam się, że zanim wybiegnie z pokoju, Koza Jedna przestawia się na to, co językoznawcy nazywają L1 (first language). Nic na to nie wskóram. Pocieszam się, że systematycznie kaleczona polszczyzna Mojej Kozy – reanimowana przecież w mijające lato – jeszcze dycha.

Ma błogość wrześniowa, niestety, ma skrzydła motyle. Przetrwa kilkanaście dni. Może kilka tygodni. Murowane, że w prezencie pod choinkę nie usłyszę od Córki praktycznie żadnego polskiego słowa poza „dziękuję”. Do zimy Koza się zorientuje, że łatwiej nie tylko myśleć, ale i mówić w L1, w języku, w jakim musi odrabiać lekcje. I z tego powodu zimy nie lubię. (Tu należą się trzy wykrzykniki).

„To jest dlaczego”, cytując Córkę, w tym roku postanowiłam pod groźbą blogowego bata rzucić się z motyką na słońce. Urządzę sobie i dziecku cotygodniowe zajęcia z polskiego i publicznie zdam z nich raport.

Córka jeszcze nie wie, że knuję, że zamierzam jutro przeprowadzić Pierwszą Lekcję z jej L2. Z second language czyli Polish. „Ino wpierw” muszę "obczaić", w której szafce przeleżakowały lato brzuchem do góry potrzebne mi podręczniki.

Wish me luck!