Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzechwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzechwa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2013

Lekcja Trzydziesta Piąta: „Zwierz kocha”, czyli czas na zmiany

Czytałyśmy tekst o zoo i Kozie przypomniała się rozmowa z Bratem.
- Chciał, żebym mu pokazała fokę, co składa jajka. Mówię mu, że foki nie składają jajek, ale kłócił się ze mną, że widział taką, która składa. Na twoim laptopie.

Dla ścisłości: na moim laptopie niczego składać nie wolno!

Nie wolno nawet składać jego samego, bo jest tak zjechany, że się nie zamyka na skutek pęknięcia jednego z zawiasów (pokancerowanego – według Lubego Męża - na skutek mojego bezprecedensowanego obchodzenia się z urządzeniem, spowodowanego targaniem sprzętu z jednego kąta w drugi. Tu przyrzekam - odbywało się ono nie z mojej winy, gdyż nie mam w domu własnego biurka na skutek tego, że Kozak mi je zagracił, a zagarnął je bo, raz niedysponowana przeniosłam się na kanapę i Kozak uznał, że biurko mi niepotrzebne).

I tak od pół roku moja kochana Toshibka ze słabo kontaktującym podłączeniem do prądu oraz o wyrobionym akumulatorze służy na kanapie za komputer stacjonarny, którego – mimo niewielkich gabarytów - nie idzie zapakować do torby.

Wymiana zawiasu się nie opłaca, bo dycha kompcio rozgrzanym wiatrakiem na drugiej baterii, jadąc na trzecim z kolei kablu, a ten trzeci kabel łączy tylko wtedy, kiedy zwisa przewieszony przez monitor, opierając się najchętniej na trzecim rzędzie liter, powodując palcopląs, że o oczach nie wspomnę.

Ale zapędziłam się w dygresje. Miało być o foce, co składa jajka.

- I ponoć ta foka śpiewa - dodaje Koza.

Jeśli rzeczywiście śpiewała z mojego laptopa, to dobrze było ją słychać, bo mam odjazdowe, wbudowane głośniki pod przekrzywionym ekranem (uniesionym lekko w górę po prawej stronie - dokładnie nad feralnym zawiasem). A głośniczki są firmy harman/kardon! Unikacik takie co w laptopie, jeśli mogę czymś jeszcze komputer zrehabilitować.
- Mama, co to znaczy „miota”?
- Miotła?
- Nie! Nie broom tylko „miota”! Ba on mówił, że ta foka się "miota".

Ja też bym się miotała, gdybym zniosła jajko, ale teraz mam jednak ważnieszy problem: trzeba będzie zakupić nowy laptop. A ja nie chcę Windows 8.
„Niestetyk”, zakup kompa z Windows 7 oznacza transakcję online. Żaden szanujący się amerykański sklep z krwi i kości nie prowadzi sprzedaży nadal popularnej „siódemki”. „Niestetyk”, bo nie będę mogła wypróbować klawiatury. Muszę kupić kota w worku, a ten kot drogi. Kilkaset dolarów, żeby mi weń wlazły wszystkie zdjęcia.

Dumam nad tym, kiedy uzbieram znów taką kasę: w lipcu? w sierpniu? jesienią? A tu proszę: okazuje się, że Kozak lepiej nadążał za moją rozmową z Kozą niż ja. Umożliwiły mu podsłuch gipsowo-kartonowe ściany i otwarte drzwi.
- Mama, włąc mi piosenkę o fkoce na twoim laptopie!
- O jakiej fkoce? – Odwracam się do Syna stojącego w przedpokoju.
- O fkWoce! Co „złości się i miota”! Co mówi „a to świnia” i „a to klowa” „takich nikt jus nie wychowa”.
Aha! O „Kwokę” Brzechwy z Akademii Pana Kleksa prosi.
- Za moment, dobrze? Dokończymy tylko lekcję. Poczekaj grzecznie. Pięć minut!
I poszedł sobie. Przycupnął kulturalnie na kanapie i laptop spadł.

Urządzenie działa nadal, choć na kablu pożyczonym od komputera Lubego Męża i na rozdwojonym ekranie – brzeg obudowy po upadku odkleił się tuż nad rozkraczonym zawiasem, firmowy napis harman/kardon wygiął się wypukle...
Ech, szkoda słów!
Szykuj, matka, kilka stów.

- Psia kocha! – wzdychalam pół dnia nad niezadawalającym stanem konta bankowego. A wieczorem, przechodząc obok Kozy, podśpiewującej sobie cosik przy swych zajęciach, dobiegł mnie taki półgłosik:
- Psia kocha, kot kocha... psia kocha, kot kocha... psia kocha, kot kocha...

Nic, tylko trza brać tę odmianę za dobrą monetę!