Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 grudnia 2012

Zima


Wyszłam wczoraj późnym wieczorem przed dom. Zadarłam nerwowo głowę ku gwiaździstemu niebu. Rozejrzałam się po wyciszonej ulicy pulsującej wzdłuż dachów świątecznymi lampkami.
Tym to dobrze – pomyślałam. – Wszystko im jedno, że nadchodzi koniec.

Zacisnęłam poły ortalionowej kurtki, posłuchałam suchego szelestu palmy i przykucnęłam przy krzaczastych Pentas lanceolata.

Wreszcie ten pozorny spokój wydarł z mej piersi westchnienie, a me usta niespodziewanie wyrzekły niecenzuralne słowo (wybacz mi, ojcze duchowny!).

Cóż, żywot tych i innych sadzonych przeze mnie kwiatów i tak w tym roku przeszedł moje wszelkie oczekiwania. Wiedziałam, że każdy raj ma swój kres i – nomen omen - trzeba będzie w końcu pożegnać się z łagodną, par excellence cudowną jesienią.

Przedwczoraj, w dwudziestu siedmiu stopniach Celsiusza, białe kwiatki  Pentas wyglądały tak jak poniżej:





A dzisiaj rano, po kilku godzinach w temperaturze minus dwa czort wie czego mogę się spodziewać na klombie.

Jeszcze nie wyszłam szacować zniszczeń, bo muszę zjeść śniadanie, a widzi mi się chlebek z pomidorkiem. Z własnego krzaczka, który mam dosłownie na wyciągnięcie ręki, bo wtargałam z Mężem do domu donice z krzakami pomidorów jak tylko osuszyłam łzy po śnieżnobiałym kwieciu. 

I teraz koło kanapy pachnie mi szklarnią dziadków, a z tym zapachem walą zewsząd wspomnienia. Na nadchodzą Wigilię - daleko od Polski - będą jak znalazł.

środa, 24 października 2012

Jesień czy zima?


Zaczynają odżywać krzaki pomidorów, czyli na czubkach zbrązowiałych badyli zazieleniły się świeże czupryny i między młodymi listkami rosną w oczach dwa owoce! (A zanosiło się, że końcowe plony będą skromniejsze, bo wystąpią w liczbie pojedynczej.)

Cieszę się, że dałam pomidorom szansę zabłysnąć na początek letniego (w znaczeniu „nie upalnego”) sezonu.

I cieszę się, że nie oparłam się przecenionym petuniom w krzykliwych fioletach. Trochę ostrych barw i proszę: pogoda jak malowana. Odeszły ostatecznie nocne upały.

Nie wykluczam, że pomogły im pojawiające się przed domami dekoracyjne strachy na wróble.






Bo jeśli nie one, to co? Wierzyć, że jesienny powiew jest zasługą nastałej końcówki grudnia? (Nie pomyliłam się. O grudniu mowa.) 

W najbliższym hipermarkecie Walmart bożonarodzeniowe sztuczne świerki stoją wystawione na sprzedaż od ponad dwóch tygodni. Co mijam choinki powiewa mi zimą.

(Po namyśle przyznaję, że to ja posyłam drzewkom niechętne spojrzenia, bo z bezlitosnym marketingiem gwiazdkowym obchodzę się lodowato o każdej porze roku. A już na pewno wtedy, kiedy jeszcze pot ze mnie spływa, bo przebywałam kilka minut na słońcu.)

wtorek, 2 października 2012

Za domem


Pilnuję ostatniego pomidora, który od kilku dni rumieni się na schnącej łodydze. Musiałam stanąć na warcie, gdyż swego czasu, kiedy pierwsze owoce zaczynały się czerwienić, jakiś ptak degustował je, zaznaczając od spodu pojedynczym, głębokim dziobnięciem.

Oczywiście wypowiedziałam skrzydlakowi wojnę. Pojechałam do ogrodniczego, zakupiłam rulon cienkiej siatki i owinęłam nią donice z krzakami. Ale to było dawno. Krzaki się rozrosły, siatka poluzowała. Obawiam się, że ostatni dojrzewający pomidor znów może paść łupem ptasiego łakomstwa. Żal by mi było.

Zaraz pójdę pociaśnić nieszczelną siatką ochronną, dodam tylko, że przyglądałam się dziś jednej z gałązek na innym krzaku, takim, który nie chciał porządnie obrodzić. Przyglądałam się,  przyglądałam... i wygląda na to, że ten ostatni tegoroczny pomidor, który zostanie jutro zerwany, wcale nie musi być ostatni.