piątek, 11 listopada 2016

Zrozumieć Amerykę. Albo chociaż jej proces wyborczy.

Ale najpierw o przeprowadzce w USA. Dla przykładu z Cincinnati do Miami. Uważam, że ma swoje plusy. Oczywiste to te, że zimą pod spodniami salcefixów nosić nie trzeba i że nie płacisz podatku stanowego. (Dla jeszcze niewtajemniczonych: od nabijania stanowej kabzy na Florydzie są turyści, więc dlatego nie lubimy huraganów, bo odstraszają nam ważnych płatników podatków.) Lecz przeprowadzka to również trauma, głównie dla portfela, więc po tanie duperele do mieszkania zahaczysz o Walmart, królową supermarketów. Naprawdę nie ma co po innych sklepach latać. Nieoficjalne przysłowie os mówi, że jeśli czegoś nie ma w Walmarcie, to znaczy, że tego nie potrzebujesz.

W molochu jest i żarło, ale większość Amerykanów woli jedzenie z sieciówek desygnowanych głównie do celów sprzedaży produktów spożywczych. Na Florydzie nie ma tej samej sieci spożywczaków, co w Ohio. Kroger, nomen omen rodem z Cincinnati, nie sięga tak daleko na południe. W tej części kraju rządzi sieć Publixa. A to dla nowo przybyłego oznacza, że musi się pożegnać z szybkim wejść i wyjść. Trzeba cierpliwie i długo tworzyć nowe przyzwyczajenia, ucząc się nie tylko, gdzie co leży w nowym sklepie. Należy się także rozeznać jakiego sortu to asortyment. Bo ile można przepłacać za ogólnokrajowe, rozpoznawalne marki?

To, w którym stanie mieszkam, wiele przesądza, więc dobrze wiedzieć, ruszając z Cincinnati do rzeczonego Miami, czy będzie się płacić stanowy podatek VAT (General Sales Tax) i jakiej wysokości? (Jest o połóweczkę procenta niższy niż w Ohio: 6.65%.)
Żeby zrozumieć lokalne media, lepiej się dokształcić przed zmianą zamieszkania. Nie, że planuję zaraz łamać prawo, ale np. nie szkodzi wiedzieć, ile procent wyroku trzeba odsiedzieć na Florydzie, zanim ewentualnie wypuszczą. (Odpowiedź brzmi tyle samo, co w Ohio, 85%.)
Do którego tygodnia wolno na Florydzie usunąć ciążę? Do 24-go tygodnia. Czyli jest inaczej niż w Ohio, nie do płynnego momentu, gdy płód stanie się zdolnym do samodzielnego życia.
A propos dzisiejszego Dnia Weterana, pytanie w temacie, czy żołnierz czynnej służby wojskowej tudzież rezerwista może liczyć na ulgi ustawowe?
Może! W stu procentach! (W Ohio do 50%)
A czy wolno tutaj słać SMS-y zza kierownicy?
Nie. Panuje tu taki sam zakaz jak w Ohio.
A ile na Florydzie elektorów?
O tym za chwilę.

Ustalmy, że stan stanowi nierówny. Sąsiedni może mieć inne priorytety niż mój. Nie wypada, mieszkając w Południowej Karolinie, twierdzić, że wiem na pewno, co martwi Johna Doe w Wisconsin, a co rajcuje Jane Roe w Arizonie.

Ale zanim zaczęłam poznawać tej kraj, faktycznie myślałam o nim jak o jednolitej plamie na mapie. Poza urokami turystycznymi, między jednym miejscem a drugim widziałam tyle samo różnicy, co Amerykanin między "ć" i "ci". Czyli żadnej.

Dopiero przeprowadzki ze stanu do stanu skorygowały moje myślenie. Dziś wiem, że każdy z nich jest w praktyce samowładny i nie przez przypadek. Z tym zamysłem powstało państwo związkowe o nazwie Stany Zjednoczone a nie, "Ameryka", kraj o nazwie niewskazującej na odrębność i podział terytorialny. Naciągając analogię, bliższe mi dziś USA jako "Unia Europejska", gdzie większość mówi tym samym językiem.

Każde terytorium, poza prawem federalnym, ma własne regulacje, powielane w innych stanach, gdy sprawdzone. I owszem, niestety, ta różnorodność potrafi być niezrozumiała i upierdliwa. Wracając bowiem do przykładu przeprowadzki, aby prawnik czy nauczyciel wykształcony w Ohio mógł pracować w na Florydzie, musi zdobyć licencję lub certyfikat tutejszego stanu. Dopóki tego nie zrobi, jest wśród palm zawodowym emigrantem.

Stany z założenia miały być unią osobnych terytoriów, nie monolitem. Dlatego tak silne tu przekonanie, że "mój jest ten kawałek podłogi" i o wolności wszelkiego pokroju mówi się, kłóci i śpiewa. Ponieważ w ostatnich miesiącach dużo było gadaniny i wrzasków, omówię śpiew, bo to moje hobby. Można? Popularne piosenki patriotyczne liczy się tu w dziesiątkach i utwory te rozbrzmiewają i poza Stanami. Wade in the Water poznałam jeszcze jako członek chóru akademickiego w Polsce. Dziś w amerykańskich podstawówkach śpiewano The Lights of Freedom z okazji Dnia Weterana zaproszonym na fetę gościom. I nie wymienię powodów, dla których wzruszam się przy Born in the USA i Change Is Gonna Come. I Freedom! '90. Ostatnie to dzieło George'a Michaela. Wiem. Na inny temat. Ale zostawiam. Ma wolnościowy tytuł, a dziś przecież 11 listopada. Nie zapomniałam.

Aby każdy stan mógł zachować autonomię, ojcowie założyciele kraju postanowili, że wybory na prezydenta będą miały charakter pośredni. Ten system utrzymał się do dziś, bo i dziś większości nie uśmiecha się sytuacja, gdzie o prezydencie 50 stanów miałyby decydować w głosowaniu bezpośrednim najbardziej zaludnione: Kalifornia z prawie trzydziestoma dziewięcioma milionami, Teksas, Nowy Jork, Floryda, Pensylwania, Illinois itp.
Każdy stan głosuje osobno, aby miał możliwość obrony własnych interesów. Bo problemy bogatej Kalifornii są zupełnie inne niż wiele gorzej sytuowanej Alabamy.

System pośredni to taki, że na kandydata, jaki w danym stanie wyprzedzi pozostałych w listopadowym głosowaniu powszechnym (popular vote), czeka automatyczna nagroda. Są to wszystkie głosy elektorskie przypisane temu stanowi (electoral vote). Elektorzy, na Florydzie jest ich 29, to lokalni działacze społeczno-polityczni. Dziś powoływani przez partie polityczne na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi. Partia, jaka swoich elektorów wystawia, liczy na to, że nie dadzą plamy. Że będą głosować w grudniu na tego kandydata, który w ich stanie wygra w listopadzie. A jeśli nie? Do tej pory taka wpadka zdarzyła się pięć razy. Ale nigdy do tego stopnia, żeby brak subordynacji miał realny wpływ na efekt końcowy.

Jeśli przyjąć, że każdy stan do pewnego stopnia jest państwem w państwie, dopiero wtedy zaczyna się rozumieć ten system wyborczy. I dlaczego, wrzucając dane z popular vote do jednego worka, gdy dodane razem, mogą nieznacznie odstawać od głosów Kolegium Elektorów.

Hillary Clinton ma te zasady w małym palcu, bo zajmuje się polityką od lat 70. I czego by o niej nie powiedzieć, a nie ma co ukrywać, trochę by się znalazło, to nie można jej zarzucić, że nie rozumie, jak działa amerykański system wyborczy. Właśnie dlatego spokojnie zeszła z placu broni i nie maszeruje z protestującymi po ulicach. Chodzą natomiast słuchy, że jej córka, Chelsea Clinton być może wystartuje do Kongresu.

Póki co, skupmy się jednak na teraźniejszości i niech mnie piorun trzaśnie, jeśli kłamię. Mój siedmiolatek, Kozak, spokojnie bawi się obok klockami lego.
- Co budujesz - pytam z grzeczności.
- Trump's wall...
- Co???
Kozak podnosi głowę. Zaglądam za pomeckane szkła okularów. Nie wiem, czy wie, co mówi.
- Kto ci opowiadał o murze Trumpa? Co ci przyszło do głowy?
- To taka zabawa - odpowiada syn. - Bawiliśmy się w nią na dużej przerwie.
- Zabawa??
- Udawaliśmy, że mamy mur. Dotąd. - Ramię uniosło się na trzy stopy nad podłogą. - I byliśmy Meksykanami. Śpiewaliśmy sobie The Lights of Freedom i go sobie przeskakiwaliśmy. Wiesz, jak było fajnie? It was... Było... - Szuka przymiotnika. - Legendary!

15 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie to wytłumaczyłaś! I zgadza się, że każdy stan to osobne państewko chociaż tutaj u nas chyba nie tak bardzo. No ale my tutaj to trochę inaczej... Tak czy siak, wydaje mi się, że mimo, że każdy sobie w swoim stanie to jednak prezydent jeden i każdy głos powinien się liczyć jak w każdym innym kraju a nie jakieś tam zasady z osiemnastego wieku. Jakoś tak nielogicznie trochę...No ale przyznam, że się na polityce nie znam więc już się przymknę...chociaż nie całkiem, bo właśnie piszę mój wpis o wyborach. Nie będzie tak mądrze i politycznie poprawnie jak u ciebie :-)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Twoje wzburzenie. Zeszło mi wiele lat, siedząc tutaj, a w zasadzie przemieszczając się za pracą po Stanach, zanim zaczęłam kumać, o co w tym wszystkim biega. Ponieważ zaś w dodatku są dwie partie u koryta, mniej więcej co 4, 8 lat, w zależności od zaangażowania w jedną z dwóch politycznych wizji Ameryki, będą tacy, co będą rozdzierać szaty, a drudzy wydawać okrzyki radości. A potem na odwrót.

      Usuń
    2. Otoz to... co 4, 8 lat tak sie dzieje, wiec, jedynie co mi przychodzi do glowy to "move on". Tzn rozummiem ze daja upust frustracji i szukaja podobnych np na fb co ich poklepia po plecach...Czy u Kozaka w szkole byly mock election? U mojej byly mock election, ale po co to nie wiem, moim zdaniem za male dzieci,

      Usuń
    3. Nie. W tym roku nie było. Ostatni raz robiono je kiedy Obama był kandydatem. Uważałam już wtedy, że to poroniony pomysł. W tym roku zrobiono wybory na prezydenta szkoły, co ma już jakiś sens. "Mock elections" - przedstawianie podstawówkowiczom (do lat 11-tu, jeśli dobrze liczę, do piątej klasy) programów kandydatów na prezydenta kraju i wysyłanie na "niby głosowanie" na terenie szkoły jest stukniętym pomysłem już samym w sobie. Dzieci nie głosują w faktycznych wyborach prezydenckich z oczywistych powodów i robienie z pierwszoklasisty na siłę rozumnego obywatela, dojrzałego do polityki jest durne i tyle. Niepotrzebnie tworzy się animozje między dziećmi.

      Usuń
    4. Dokladnie, dzieci przychodza do szkoly i powtarzaja co mowia rodzice w domu, nic przeciez innego nie wymysla w tym wieku.
      Na szczescie u mojej nie bylo zadnych spiec na tym tle, nie wiem, moze ich nauczycielka umiala to sprytnie rozegrac.
      A tych protestow to nie rozumiem, wygral i juz. Takie sa zasady wyborcze, ktorych i tak nie zmienia. Tak samo nie wierze ze tutaj bedzie kiedykolwiek sluzba zdrowia publiczna. Nie ta mentalnosc. No moze millenials cos zmienia, bo oni maja faktycznie inna mentalnosc, nie sa tak nastawieni na prace. Ale poki co to w najblizszych latach dostep do sluzby zdrowia jest i bedzie ciezko oplacanym przywilejem a nie podstawowym prawem. To samo studia. Nie wiem jak tobie ale np nam po Obamacare ubezp poszlo z 200 procent w gore, troche nawet wiecej, ale juz nie bede darla o to szat. Ciesze ze sie ze po tej reformie jeszcze mnie stac na ubezp heheheheh.

      Usuń
    5. Protesty chyba trzeba położyć na niewiedzę millenials. I brak zahamowań. Jeśli ktoś jeszcze raz chce głosować, będzie mógł, za 4 lata. (Ewentualnie za dwie kadencje, o ile Trump przetrwa.) Nam też poszło ubezpieczenie w górę. Póki co da się przeżyć, ale tendencja rosnąca niepokoi. Przypuszczam, że zamieszanie, jakie spowodowała reforma (Affordable Care Act, pot. Obamacare) to jeden z powodów, dla których ruszyli do wyborów ci, co nie głosowali przez ostatnich 8 lat.

      Usuń
    6. Powiem szczerze ze sama drze na slowo reforma zdrowia, bo boje sie ze nas stac nie bedzie na lekarzy. A sluzba zdrowia tutaj to tez temat rzeka. Spryt w wyciaganiu bajonskich sum i zawilosc systemu przechodzi moje najsmielsze oczekiwania. Tego sie nie widzi dopoki nie zaczyna sie cierpiec na choroby przewlekle.

      Usuń
    7. Zawiłości systemu dawno zaprzestałam rozplątywać jak inne tajemnice systemowe ;-). Do tego trzeba mieć kwadratową głowę. Skupiam się właśnie na chorobach przewlekłych ;-)

      Usuń
    8. Ho ho ho, ale wykrakalam, przyszdl nam nowy plan na nowy rok. Wiec zeby placic tyle ile teraz placimy, a naprawde placimy sporo, to musimy ograniczyc sie do narrow network. Jednym slowem, w wakacje na wyjezdzie, bron Boze chorowac, miec liste szpitali i placowek do ktorych mozna sie udac. ( w sumie Castlight mozna sprawdzac. Niestety moj rodzinny nie lapie sie na ta liste.

      Usuń
  2. Dziekuje bardzo za takie proste i klarowne wytlumaczenie tego elementu amerykanskiego prawa wyborczego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :-)

      Usuń
  3. Ciekawy artykuł, nareszcie bardziej to wszystko rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przydał mi się bardzo ten wpis, bo szybkie i niedokładne wytumaczenie amerykańskiego systemu przez francuską telewizję, wprawiło mnie w osłupienie i jednocześnie poczułam się kompletnie zapgubiona. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że stany są takimi małymi państewkami w państwie, ale te wybory i ich zasady, były mi kompletnie nieznane.
    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to się cieszę, że się przydało. :-) Polecam się na przyszłość. :-)

      Usuń