poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wigilijnie

Gdy Kozak nauczył się mówić, czyli werbalnie protestować, żeby zdławić jego opór rzucałam w odwecie słowami, których Syn nie rozumiał. Przykładowo, aby zjadł to, co uważałam za zdrowe, mówiłam, że w jabłku są „pracowite pektyny” lub że w truskawkach znajdują się „silne przeciwutleniacze” i w ten sposób doprowadziłam do tego, że bez dywagacji o składnikach odżywczych nie mogę już nic nowego postawić na stół. 
- Co to jest, mama?
- Melon kantalupa.
- Co on ma? 
- Jest w nim mnóstwo witaminy A.
- A?
- A.
- A do cego ona jest?
Do jedzenia! A do czego?

Opowiadam Dziecku, co dzisiaj za ważny dzień, bo młody Kozak nie pamięta poprzednich Wigilii.
- Najpierw zapalimy świeczkę na stole, potem przeczytamy historię o narodzinach Pana Jezusa, a potem podzielimy się opłatkiem...
- Co to jest opłatek?
- To cieniutki, biały chlebek.
- A cy on zabija toksyny?

I tego właśnie Wam dziś życzę: mocy duchowych antyoksydantów!
Zero toksyn!
Lekkostrawnych i Wesołych Świąt!



5 komentarzy:

  1. Cudownych i Radosnych Świąt Sylaba! Wszystkiego dobrego ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż można rzec, tylko - nawzajem :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuje wielce! Dziekuje :-)

    OdpowiedzUsuń