środa, 13 września 2017

Irma cz. 6




To o ile moje drzewo minęło się z oknem sąsiada? Tak szczerze. Kilknaście centymetrów? Dobra wiadomość, prawda?

Kiedy we dwa chłopa (Luby Mąż i mąż sąsiadki) ściągnięto je na ziemię, zbadaliśmy ścianę - tynk nie został nawet draśnięty. Ale sąsiadka była przygnębiona.

W zeszłym roku, również we wrześniu, liznął miasto huragan Matthew. Wtedy jeden z cyprysów przechylił się pod kątem czterdziestu pięciu stopni. Tylko tyle. Z grządki go nie wyrwało. Początkowo Luby Mąż chciał drzewo wyciąć, potem przyciąć, ale nie pozwoliłam podnieść na nie toporka. Uparłam się i już. Sama je wybierałam, wiozłam do domu i sadziłam. Jest moje i koniec i wara od niego. Postawiłam na swoim, wiedząc, że robię źle.

Przepchaliśmy wtedy drzewo na miejsce, podparliśmy najcięższą betonową donicą i wróciło do pionu. Nadal żyłam w głębokim przekonaniu, że mogę sobie sadzić na posesji, co chcę. Tym razem nie miałam wyboru. Drzewo poszło pod nóż. I ono i nadłamane liście palmy, tłuczące Kozie w okno. (Ponoć nie zmrużyła przez nie oka.)




Do tej pory trochę mi głupio. I nie chodzi jedynie o to, że mogłam komuś wbrew rozsądkowi rozbić okno. Wstyd mi, że mogło to się stać w taką noc jak ta z niedzieli na poniedziałek.

A sąsiedzi, jak wyszło z rozmowy, mają już dosyć atrakcji: pod wykładziną w dużym pokoju zastali w poniedziałek rano wodę. (I stąd markotna mina sąsiadki.)

* * *

Wychodzi na to, że nasz dom uszedł z Irmy cało. I sąsiada od drugiej strony również. Ale idąc dalej ulicą, już tak dobrze nie jest. Pozrywało dachówki. Przewróciło jeszcze większe drzewa niż moje. Pół dzielnicy jest dotąd bez prądu. Bez prądu jeszcze wczoraj było pół miasta. Pogoda zaś nie sprzyja. Słońce świeci nielitościwie.

Nie ma prądu, więc odwołano lekcje w szkołach do końca tygodnia. Zawieszono zajęcia pozalekcyjne. Luby Mąż siedzi w domu. Dużo sklepów, biur nadal pozostaje zamkniętych. W najbliższym spożywczym pustki większe niż przed nadejściem Irmy, ale snując się po sklepie, pierwszy raz doceniłam alergie Kozy. Jej produktów żywnościowych nikt nie wykupił. Nikt się nie rzucał na sztuczny ser, nieprawdziwe parówki albo jogurty na bazie mleka kokosowego. Nie tknięto również słodyczy, keczupu i octu. Kupiłam go cały galon. Jest potrzebny do przepłukiwania glonów w rurach od klimatyzacji, a agregat żłopie nam ostatnio szklankę trunku na tydzień.

Poruszając się po ulicach, jechałam bardzo ostrożnie. Nie tylko zresztą ja. Inni kierowcy również zachowywali się tak, jakby stracili orientację i pewność siebie. Zmienił się miejscami horyzont, powyginały się znaki, nie sprzątnięto wszystkich leżących drzew, tablic informacyjnych, ale na moim osiedlu przynajmniej działają światła, nie ma powodzi, nie leżą nigdzie połamane słupy energetyczne. (To nowsze budownictwo. Tutaj kable idą pod ziemią.)

Nie muszę zaznaczać, że było wiadome, co przyniesie ze sobą ten kolosalny huragan. Zdjęcia w internecie są prawdziwe. Istnieją części miasta, hrabstwa, stanu, kraju, wysp karaibskich, gdzie rozgrywa się dramat za dramatem. Nie dalej niż dzisiaj na skutek braku prądu w domu spokojnej starości w okolicach Miami zmarło osiem osób. Na piętrze budynku temperatura dochodziła do czterdziestu trzech stopni.

Nigdy więcej nie powiem lekceważącego słowa na huragan, nawet kategorii pierwszej. Nigdy bowiem nie wiadomo, którędy zdecyduje się przejść i co po sobie pozostawić. A znaleźć się blisko oka to znaleźć się w niebezpieczeństwie. 

Są tacy, dla których ten żywioł pozostanie największym życiowym nieszczęściem. Stracili za dużo, niż ich na to było stać, podczas gdy moja rodzina, jakby nie patrzeć, przeżywa w tej chwili przymusowe, domowe wakacje.

Jednak wszystko do czasu. Właśnie zepsuł się kolejny z domowych sprzętów, przenośny grill gazowy. Kto czytał pierwszą część wpisów o Irmie, ten czuje już pismo nosem. Zepsuty grill to znak, że przynajmniej moje życie zacznie wkrótce wracać do normy.

6 komentarzy:

  1. Dobrze słyszeć, że już po wszystkim. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Marto! Dla nas - tak. Trzeba pomyśleć, jak teraz pomóc reszcie. Pewnie jakąś wpłatą. Dziś ma być pierwsza burza od poniedziałku, a ludzie w okolicy nie mają płacht na dachach. (Bo pewnie nie ma już w sklepach). No trudno, tego już nie ogarnę.

      Usuń
  2. Bardzo się cieszę, że nie dużo zniszczeń u Ciebie, choć żal drzewka :-(
    pozdrawiam
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę! Przykro mi było drzewo ciąć, ale nie szkoda róż, gdy płonie las... (Hm... jednak nadal trochę szkoda...)

      Usuń
  3. aaaa...książka zamówiona ;-) szykuj dedykację :P
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mam Twój adres domowy? ;-) Prześlij na mejl kontaktowy: sylaba2000@gmail.com

      Usuń