wtorek, 5 marca 2013

Lekcja Dwudziesta Trzecia: Za kołem polarnym - Koza zwyciężczyni!

Ja przysypiam, Koza czyta.

- W kranie... w kran... kra...i...nie... w krainie wie...cznych lodów... w krainie wiecznych lodów... Mama? Śpisz?

- Co? Nie... Nie śpię. To o czym czytanka?

- O krainie wiecznych lodów... Chciałabym tam pojechać.

- Nie wiem, czy byś tam długo wytrzymała...

- Pewnie, że bym wytrzymała!

- Nie bez odpowiedniej kurtki, rękawiczek...

- Rękawiczki? Hej, dobry pomysł!

- ... i bez szalika i ciepłego obuwia...

- E tam!

To są właśnie skutki zakładania hodowli „kóz” w subtropikach! Zero pojęcia o autentycznym zimnie!

- E tam? Odmroziłabyś sobie kończyny!

- Wcale nie!

- Od razu widać, żeś z Florydy, córuś... Poczytaj sobie o kole polarnym.

Koza patrzy na mnie z ukosa.

- A po co? O czym ty mówisz?

A o czym ona?

- Kochanie, czy ty wiesz, co to jest kraina wiecznych lodów?

- Wiem! Mogę ci nawet powiedzieć po angielsku: forever ice cream land!
(Forever ice cream land - kraina wiecznych lodów „do jedzenia”)

* * *

I wiecie co? Ten tekst zdobył nagrodę w konkursie „Jedno dziecko – dwa języki” w serwisie „Zaczynamy od zabawy”! 




Jenki, jak się cieszę... Niech żyją nagrody!





20 komentarzy:

  1. Gratulucję Kochana ;) tekst zarąbisty, uśmiałam się po pachy!
    forever ice cream land... cool! Tekst tygodnia =)

    Pozdrawiam Kózkę i Mamuśkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No no gratuluje :) Nagroda zasluzona, usmialam sie ;)
    Kurcze, powinnas zabrac Koze do Polski jak jakies mrozy stulecia znowz beda :P
    Zobaczy wtedy, ze caly swiat sklada sie z ice (cream) ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to ciekawa jestem, co by Koza zrobiła z hasłem "kraina wiecznych łowów".
    A Sylaba dobrze zrobiła,że tekst wysłała, bo tak się łowi nagrody...a skąd..talenty!

    OdpowiedzUsuń
  4. A nie mówiłam? Po prostu masz talent do pisania i tyle :-)
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Wam wszystkim za gratulacje!

    Powiedziałam Kozie o tym wyróżnieniu w trakcie obiadu. Uśmiechnęła się sprytnie, półgębkiem, wstała od stołu, złożyła ukłon, usiadła ponownie.
    - Czy za to była nagroda?
    - Była!
    - Ile?
    - To nie była nagroda pieniężna. To książka.
    - DLA MNIE?
    - Nie, bardziej dla twojego brata.
    - Dlaczego dla niego? To był mój "dowcip"...
    - No właśnie. I ja go zapisałam...

    Tak to wyszło raz kolejny, że w naszym domu wyzysk płci żeńskiej panuje. My tyramy, a taki obibok kozaczy zyski z tego ciągnie... To dopiero chory układ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa.... Ludzkość oparta jest na tej nierówności. A to jeszcze nie koniec- Kozak dostanie książkę a Ty będziesz musiała mu czytać i z nim pracować. Nie ma, nie ma sprawiedliwości ją świecie!

      Usuń
    2. Hahahaha... i NA DODATEK będę musiała z dzieckiem czytać... O niebiosa! Zaiste mam przerąbane!

      Usuń
  6. Ciekawa jestem, jak Koza rozumie hasło "Jedno dziecko - dwa języki" :-)

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję :) Świetny dowcip wyszedł :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. haha... jak Koza sprecyzuje, gdzie to niby ma być, to dam znać!

      Usuń
  9. Dziękuję i Tobie, Kolecjo i aniumarysio i Karolino.
    Olu - masz na myśli fakt, że po angielsku język to "language" lub "tounge" w zależności od kontekstu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...ewentualnie mogą być ozory w galarecie :-)

      Usuń
    2. I wyspy "Azory" bez galarety ;-)

      Usuń
  10. Super! Bardzo mi się podoba! Zaraz zapodam moim dzieciom, niech zobaczą, że są inni podobni do nich :-)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są, są! Osobiście poświadczam! ;-)

      Usuń