Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nominacje blogowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nominacje blogowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2013

Słowo daję, nic nie piłam!


Nadszedł czas na przeprosiny - nie odpowiedziałam dotąd oficjalnie ani Amarancie, ani Żanecie, ani Anecie na ich nominacje blogowe.

Uwierzcie mi, że moje milczenie nie wypływa z wybujałego „ego”, ani z żadnego innego rodzaju zarozumialstwa. Pogubiłam się po prostu, bo blogosfera mnie przerasta, a mój czas na przyjemności niezmienie wykazuje tendencje „kurczące”. 

Amaranto – Elżbieta Bennet z Dumy i uprzedzenia Jane Austin, stawiająca swoją rodzinę na pierwszym miejscu, dbająca o jej dobre imię, trzeźwo oceniająca swoje możliwości i ramy społeczeństwa w którym się wychowała, wbrew niemu wewnętrznie niezależna - przez co nietypowa; żaden szczyt piękności, natomiast w gębie niczego sobie... pierwotnie nieszczęśliwa przez własną głupotę, w końcu spełniona dzięki ustępstwom... i jak zakochana, to na umór - taką siebie widziałam za wczesnego okresu młodości. Z dojrzalszych wiekiem bohaterek nie przychodzi mi na myśl żadna pojedyncza (szczególnie współczesna) postać, z którą czułabym nić wiążącą. (Może nie czytam odpowiednich książek? Pewnie tak! I na pewno za mało, bo obowiązki wchodzą w paradę ;-)

Żaneto – Twój blog-pamiętnik to jak pudełko pocztówek. Zapominam, że w jednym miejscu jesteś. (Wszystko przez ten Twój zdolny aparat fotograficzny ;-) Dziękuję Ci jeszcze raz za wyróżnienie. Dla Ciebie - w trzech słowach o sobie... Hm... Nic nowego poza tym, co na blogu wyziera nie powiem: lubię się „pośmiać, poprzytulać i pozamyślać” (wieści kwalifikujące się na wysok z wanny ze słowem na literę „e” na ustach to nie są, ale są szczere).

Aneto – na większość pytań, które zadałaś chyba odpowiedziałam między wierszami, a być może nawet i wprost np. tutaj lub tutaj. Na dwa zapytania z Twojej listy odpowiem w tym wpisie.

Czy oprócz pisania bloga, masz jakąś pasję?/Czy w byciu matką naśladujesz swoją mamę?

Nie myślałam o pisaniu bloga jako o rozwijaniu osobistej pasji i trudno mi powiedzieć, czy traktuję go jako rodzaj hobby. Z całą pewnością to rodzaj słabości, a wiem to na pewno, kiedy ktoś mnie tu za coś pochwali. 

Parafrazując samą siebie z poprzednich postów, skusiłam się na publiczne "pisadło", bo wydało mi się ciekawym środkiem mobilizacji do podtrzymywania języka polskiego w rozmowach z dziećmi, mieszkając na obczyźnie. Blog to tylko próbna forma narzucenia sobie regularności w pracy z Kozą.

Jeśli zaś chodzi o naśladowanie Mojej Mamy, to zauważyłam ostatnio, że tak jak Ona tworzę wokół siebie składowiska „nadczytanych” książek. Tylko u Mamy zawsze trzymały się kilku konkretnych miejsc, a u mnie leżą sterty i „stertetki” na każdej płaskiej przestrzeni (poza podłogą, ścianą i sufitem)... I czas z tym skończyć! (I upstrzyć i podłogę i ściany i sufit... Żartuję!)

Teraz jeszcze życzę Nam wszystkim, żeby Nas czytano. Bo czyż nie o to chodzi? Każdy człowiek chce być wysłuchany. (A ja jeszcze sobie życzę, żeby nad moim blogiem się zaśmiano.) 

Cóż... spuszczając nieco z tonu, przyznam, że dobrze sobie zdaję sprawę, jak całkiem śmiało i irracjonalnie sobie poczynam. Zamiast np. skupiać się nad wiedzą nadprogramową, dzięki której moje dzieci mogłyby „wybić się ponad przeciętność” i „zagiąć równieśników”, uczę moją dwójkę języka, który im się w życiu najprawdopodobniej do przeżycia lub lepszej samooceny w Stanach nie przyda. 

I samo to rozeznanie, że nie spełniam się w tak pojmowanej roli nowoczesnego rodzica, że dobrowolnie wykluczam się z edukacyjnego wyścigu szczurów jest dostatecznie frustrujące. 

Wasz uśmiech nad Kozą lub Kozakiem łagodzi moją wewnętrzną szamotaninę i tak też odbieram Wasze nominacje – jako wsparcie dla „rozbitka”, kiedy ten nie ma pewności, że właściwy kurs na życie obrał.
   
Jeszcze raz składam Wam ogromne podziękowania za wyróżnienie bloga łańcuszkową nominacją (i chyłkiem wycofuję się z kolejnych "łańcuszków"). 
Naprawdę mi było przyjemnie!

Dziękuję za Wasz czas. 
Za dobre słowo. I to nie byle jakie, bo w języku polskim!

Szklanice w górę za języki ojczyste! 
Za klawiaturę i łącza internetowe!
Za tych, którzy potrafią za uszy wyciągnąć, rękę podać i bezinteresownie pomysł zapodać na tych łączach!

Nadstawcie pyska, bo będę całować!