Dla E.
Szłam
ogrodem
Z zielonego
drzewa
na
zieloną trawę
spadł
czerwony liść
Pomyślałam
znam ten
moment
Wszystko
dobre się zaczyna
W
lżejszym stopniu cytrus grzeje gęsią skórką
Łatwiej palmie
biją serca w kiściach cyny
Przychylniejsze
pręcikami parasolki
hibiskusa
Przystanęłam
"Wszystko
dobre"?
Czy na
pewno?
Nas nie sięga
przedłużonym cieniem ulgi
My tęsknimy
Zarastamy
wspomnieniami
murszejemy
gruboskórni
i bez
względu od proporcji
światła
mroku
strawy
wody
dochodzimy
tak do siebie
bez
pośpiechu
in plus/minus
swoim tempem
w swoim czasie
Ktoś ma
za złe Twe odejście?
Raczej
sobie
własny
oddech
ale chyba
coraz rzadziej
nie tą
porą kiedy dobre ma początek
Zapewniają
że w przyrodzie nic nie ginie
Wolno
spytać - a jak w raju?
Czy
podobnie?
Czyżby
był aż tak odporny
ów
kończący się październik
dzień
owocu
liść spod
drzewa?
Szłam
ogrodem
Coś mnie
tknęło w tej urodzie popołudnia
dojrzewało
tak swobodnie
Zawróciłam - wypatrzyła
mnie znów czerwień
Słupkiem
kwiatu zaszłam w niebo
Wpadłam wreszcie wprost na ciebie
