piątek, 11 stycznia 2013

Zacieśniając więzy rodzinne

Zarząd Narodowego Parku Everglades [wym. ewerglejdz] bije na alarm!

Pyton tygrysi, zwożony wiele lat do Stanów z Azji jako „zwięrzątko domowe”, wypuszczany z czasem wbrew panującym zakazom na wolność w zielsko za płotem, czystki czyni na subtropikalnych mokradłach w południowej Florydzie: zjada coraz większe zwierzęta i to zwierzęta chronione. Aligatory, bekaśnice, dławigady amerykańskie giną od jego uścisku, a na przestępcę nie ma bata. Na pytonie tygrysim bowiem kończy się tamtejszy łańcuch pokarmowy.

Rzucono wszem i wobec wyzwanie i rozpoczyna się jutro kilkutygodniowa wężowa „łapanka”. A na zwycięzcę, na tego, kto najwięcej węży schwyta, czeka 1500 dolarów nagrody i zgłosiło się już ponad 550 chętnych z całych Stanów.

Doszliśmy po domowej naradzie, że... też jedziemy! Tysiąc pięćset dolarów – cena jednego biletu lotniczego z Florydy do Polski - nie chadza piechotą po rodzinnym budżecie, szczególnie przykro nadszarpniętym ostatnio przez moje „ekscesy” w ogrodniczym.

Plan jest prosty. Kozaka wystawimy na przynętę (chociaż zapewne Koza brzmi ponętniej), córka cabas gatunek inwazyjny za ogon, ja za paszczękę...

- Ej, a ty? – zwracam się do Męża, bo dociera do mnie, że oddelegował rodzinę do roboty, a siebie pominął. – Co ty będziesz robił?
- Ja biorę na barki zadanie najważniejsze - sprawdzę najkrótszy dojazd do parku...            

Aż świerzbi poskarżyć się teściowej jaką to żmiję na własnej piersi wyhodowała!

Ps. Ale zamiast donosić, przywitam AsięG, bo widzę, że dołączyła niedawno do grona czytelniczego. Witamy na Florydzie!

2 komentarze: