Kiedy moja Córa przyszła na świat (miało to miejsce na kontynencie
północnoamerykańskim), internet w Stanach nie tyle raczkował co stawał na nogi, lecz mało która firma posiadała własną stronę www. Ani zamówić niczego za ciężkie pieniądze
z księgarni z Chicago się nie dało, ani popchnąć do Polski szybkiego emaila z
prośbą o poczytajkę dla Dziecka... (Zresztą w Polsce w tamtym czasie pomysł
własnego łącza internetowego „legł był” wręcz w powijakach.) I wtedy mnie
olśniło: jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Mając wokół siebie
tylko angielskojęzyczną literaturę dziecięcą, książeczka po książeczce zaczęłam
przerabiać co ciekawsze pozycje na wersje dwujęzyczne.
(Bibliofilów odgórnie przepraszam, lecz znalazłam się w sytuacji bez
wyjścia. Mogę Was jednak zapewnić, że książki, które w ten sposób „bezcześciłam”
– wstyd się przyznać: nadal „bezczeszczę” – nie należały do kategorii białych
kruków.)
Na skutek indywidualnej akcji „Cała Sylaba (czyli ja) czyta dzieciom”, część moich książek wygląda tak:
Jak można się domyślić po doklejonym paseczku pod każdym z tytułów, dołączyłam własne polskie tłumaczenia (wystukane w Wordzie, wydrukowane, wycięte i
zamieszczone z boku stronic za pomocą taśmy klejącej).
Po co ten wstęp? Zamierzając zwierzyć się z tego, jak zdesperowana może być
matka w środowisku, które nie mówi językiem, co ona go kocha, uświadomiłam
sobie, że może jest gdzieś ktoś, komu – odwrotnie – zależy na tekstach dla
dzieci w języku angielskim.
Jeśli tak, to mam Wam do zaproponowania książkę popularnej amerykańskiej autorki
Laury Numeroff If You Give a Pig a Party
(po mojemu: Wypraw śwince
urodziny...)
Już wcześniej przy pomocy humorystycznych kreacji łosia, myszki lub – jak w
tym przypadku – świnki, Numeroff błyskotliwie obrazowała zabawną stronę
przestrogi „daj dziecku palec, to będzie chciało całą rękę” i Wypraw śwince urodziny proponuje ciąg
dalszy nieskończonych możliwości weny twórczej kilkulatka.
Tu jedna
prośba „malusza” prowadzi do drugiej, ta zaś już rodzi następną i trudno orzec,
w którym momencie opiekunka świnki tak się daje „wmanewrować” w impulsywne pomysły
nienasyconego zwierzaczka, że zdaje się ganiać za nim na ostatnim oddechu.
If You Give a Pig a Party zaczyna się tak...
Czyli wypraw śwince urodziny, a zachce się jej przy tym pomóc. Sama udekoruje pokój, a gdy upora się z zadaniem...
...założy swoją ulubioną sukienkę.
I niech ta sukienka chłopców od czytania nie odstrasza, bo to, co ta "dziewuszka" w "sukienczanym" stroju dalej wyprawia niczym nie odbiega od swawoli niejednego chłopczyka. (Nie zdradzam, co, ale wierzajcie mi, że może się zakręcić
w głowie.)
Szczęściem w każdej historyjce z tej serii powracamy na koniec do punktu
wyjścia, kiedy malec zaskakuje nas znajomym pomysłem. I to NAM, czytelnikom, pozostaje zdecydować
czy i tę prośbę należy spełnić, czy może raczej zabrać się za sprzątanie (bo po
spotkaniu z tą świnką... oj! jest co sprzątać!).
Książeczka jest napisana prostym językiem dla dzieci w wieku od 3 do 7 lat.
Jak najbardziej nadaje się do nauczenia w naturalny sposób pierwszego okresu warunkowego (First Conditional), czasu przyszłego
prostego (Future Simple), a także
prostych, codziennych zwrotów w stronie biernej (Passive Voice). A mając w nosie angielską gramatykę – książeczka jest
po prostu do śmiechu!
Bajeczka jest do wylosowania, a zasady udziału w konkursie są proste. Każdy
z moich obserwatorów może dodać komentarz pod tym postem. (Nie jesteś obserwatorem
tej strony? zapraszam! można się szybciutko podhaczyć jak najbardziej anonimowo
„dołączając się do tej witryny” w kilkanaście sekund).
Jeśli ktoś woli – może też podlinkować tę stronę na swoim blogu (który sama
chętnie odwiedzę, jeśli mi go prześle emailem.)
A w komentarzu pod postem proszę tylko napisać, jaką książkę dla dzieci –
nieważne w jakim języku oryginalnie napisana – polecilibyście innym. Jedno
zdanie uzasadnienia wystarczy. Nawet zupełnie zwięzłe! Np. „bo jest super git”. ;)
Za dwa tygodnie, 10-go lutego, moja Córka, Kozą przeze mnie przezwana,
rozpisze w ramach lekcji języka polskiego Wasze imiona na małych karteczkach, a
mój syn, Kozakiem na blogu ochrzczony, wylosuje zwycięzcę.
A ja? A ja ochoczo pokryję koszt wysyłki.
ZAPRASZAM!




