„Głaskanki”
i „zapraszanki” się skończyły - włączam „do dechy” Mazurek Dąbrowskiego, żeby marszowe
metrum ostro wytupało z kozinej główki resztki ochoty na ponowne zaciągnięcie
kołdry na łeb.
Podczas gdy Koza wstaje lewym kopytem, Jej Brat – dawno ubrany i najedzony - rozkłada się przed
grającym komputerem, stuka nóżką na ludową nutę, splata ręce pod brodą i czeka na koniec każdego refrenu, żeby dorzucić do chóru głosów własne „zoncym
sie z nalodem”.
- Mama... – prostuje się kozaczy grzbiet.
- Słucham...
- Do cego jest „zoncym”?
- „Złączym się” oznacza, że ludzie się zbiorą w jednym
miejscu.
- Do cego jest „zbiolą”?
- „Zbiorą”? Yyy... „Zebrać się” to znaczy spotkać się z
innymi.
Jak miło, że Kozak jest jeszcze mały i mogę mu
zaimponować szeroką wiedzą, na zawołanie podać każdą definicję...
- Do cego jest „nalód”?
- Idź zobacz, czy siostra wstała!
Co za dużo, to nie zdrowo! Na podchwytliwe pytania
odpowiadać nie będę.
Miłego weekendu!