poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Pod sierpniowym słońcem


Sobota 12 sierpnia

Dzwoni telefon. Zerkam na wyświetlacz. Szkoła Kozy. Z tego numeru zazwyczaj otrzymuję automatyczne wiadomości, więc nie odbieram, tym bardziej że domyślam się przecież, co się kroi - koniec wakacji. Przypominajka w temacie nie grzeje, nie ziębi. Nawet nie odsłuchuję wiadomości.

Niedziela 13 sierpnia

Odsłuchuję w końcu wiadomość. Tę i kolejną, a ta druga ze szkoły Kozaka. Dyrektorom wcale nie chodzi o nowy rok szkolny tylko o bezpieczeństwo w czasie nadchodzącego częściowego zaćmienia słońca. Częściowe? Tylko? E tam. Zlewam to.

Wtorek 15 sierpnia

W temacie zaćmienia robi się goręcej, bo podobno to widowisko ostatni raz miało miejsce na Florydzie 99 lat temu.

Na FB lokalsi wymieniają się pomysłami, próbując zrozumieć komunikaty wysyłane ze szkół w centralnej Florydzie. Sama już nie wiem, przejmować się tym zaćmieniem, czy nie? Zacznie się już wtedy szkoła, ale można tego dnia zatrzymać dzieci w domu i napisać usprawiedliwienie.

Kuszące. Miałby Kozak do kompletu jeszcze jednego dziwoląga. „Proszę o usprawiedliwienie nieobecności syna z powodu zaćmienia słońca”. Mówię o dziwolągach, bo usprawiedliwiałam Kozaka osobiście, gdy nie chciał wstać, albo gdy włożył sobie groszek do ucha. A raz po prostu zapomniałam, że miał tego dnia pójść do szkoły. No taka prawda. Zdarza się. Jak zaćmienie.

Czwartek 17 sierpnia

Zastanawiam się, co będzie widać z okolic mego domu. Wpykuję kod pocztowy na stronę NASA. Wyskakują rezultaty, łącznie z ostrzeżeniem, aby nie patrzeć na słońce bez chronienia oczu odpowiednimi filtrami.


źródło: https://eyes.jpl.nasa.gov/eyes-on-eclipse-web-app.html#


Obrazek jest ładny, lecz wiele nie wyjaśnia. Np. czy ściemni się cokolwiek na dworze?

Dalej grzebię w necie. Czytam, że z mojego punktu obserwacyjnego w momencie kulminacyjnym księżyc zasłoni 85% tarczy słońca. Przedstawienie rozpocznie się o 13-tej z minutami, skończy się trzy godziny później. OK, ale dzień przygaśnie czy nie? Nadal nie wiem.

Na dobranoc zaglądam jeszcze w prognozę pogody na przyszły tydzień. Oczywiście głównie interesuje mnie poniedziałek. Przewidują zwykłe, letnie, burzowe florydzkie popołudnie. Aha. Czyli nie ma czym się rajcować. Może nie być nic widać.

Sobota 19 sierpnia

Kurde frak! Nie można nawet spokojnie sprawdzić w sieci prognozy pogody. Wszędzie linki, zdjęcia i widea o zbliżającym się zaćmieniu słońca. Już nie tylko naukowcy podniecają się nadchodzącym wydarzeniem. Synoptycy też. Np. ostrzegają tych na granicy całkowitego zaćmienia, że temperatura może spać  o 10 stopni Fahrenheita, to zaś może spowodować burze. Gapię się bezrozumnie w ekran. Dziesięć stopni F to około 6 C. Trzeba się tego bać? O co chodzi?

Przypomina mi się, że gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Nie dochodzę już czyje i jakie.

Armagedon zapowiada się za to na drogach wylotowych z Florydy dla pragnących dotrzeć do pasa całkowitego zaćmienia. Jedzie m.in. koleżanka chórzystka. Pakuje kamper i jutro z mężem wyjeżdża pod Charleston w Południowej Karolinie.

O-o! Ładne rzeczy! Z mapy wynika, że koleżanka pcha się dokładnie na granicę całkowitego zaćmienia, o której rozwodziła się internetowa pogodynka. Znajoma przymrze chłodem!

Niedziela 20 sierpnia

Zdecydowałam dzisiaj, że Koza z Kozakiem pójdą jednak jutro normalnie do szkoły. Koza skończy lekcje o 13-tej, więc ustaliłyśmy, że niezależnie od tego, czy córkę będzie cisnął pęcherz, czy przyjaciółce zbierze się na zwierzenia, Koza nie ogląda się za siebie i daje dyla. Nie może się ślamazarzyć, bo o 13:15 zamykają liceum na cztery spusty i nie ma wychodzenia na zewnątrz, żeby nie ryzykować, że co głupszy gimbol-licealista wzrok sobie popsuje, gałując w słońce. Do 16:15 mogą opuszczać szkołę tylko ci, po których przyjadą rodzice. 

Bezzasadna przesada. Bez dwóch zdań. Ale czuję, że administracja broni się w ten sposób przed ludzką głupotą i wyzyskiem, a tego tutaj nie brakuje.

Znalazł się raz taki Amerykanin, co oblał sobie w samochodzie krocze gorącą kawą z McDonalda, podał fastfudową sieć do sądu i wygrał miliony. Najbliższe liceum milionami nie dysponuje, ale za uszczerbek na zdrowiu dziecka jakiś rodzic mógłby i tak odpowiedni rachunek wystawić. Na ten przykład rodzic Tomasza O., z którym Koza ma w tym roku historię Stanów. Że krewny Tomasza O. podałby szkołę do sądu wnioskuję zaś na podstawie relacji córki. Opowiadała, że chłopak zdążył już zapisać się w historii szkoły jako totalny dupek, gdy okazało się, że w klasie jest jeszcze jeden Tomek.
- Ale ja jestem Tomasz O. jak odbyt! A tamten to jest Tomasz J. Jot jak jajnik. He, he, he!

Administracja więc dmucha na zimne. Możliwe, że Tomasz O. Jak Odbyt uszkodziłby sobie dla beki siatkówkę. A jak nie on, to kolega o podobnej wrażliwości.

Ja natomiast ufam Kozie, że dojdzie do domu. I to bez specjalnych okularów, które można było jeszcze w zeszłym tygodniu kupić na Amazonie za jedyne 34 dolary (nie wliczając kosztów wysyłki) lub za darmo dostać w lokalnej bibliotece. Puszczam Kozę bez odpowiedniego gadżetu, bo o 13-tej i tak byłby Kozie jeszcze nie potrzebny. Nie będzie ponoć jeszcze na co patrzeć.

I zaryzykuję z Kozakiem. Pójdzie do szkoły. Gdy będę go odbierać, akurat ma mijać apogeum zaćmienia. Wychodząc z budynku, Kozak podrepcze dokładnie w stronę słońca z księżycem. Ale liczę na to, że i syn będzie bezpieczny. Że przyciężki plecak przygnie dzieciaka do ziemi, a w tej pozycji trudno zadzierać głowę.

21:35
Sprawdzam znów prognozę pogody. Zamiast piorunów ma być częściowo zachmurzone niebo. Może być.

Poniedziałek 21 sierpnia

10:47
Sąsiadka zaprasza sms-em na wspólne oglądanie nieba. Jej mąż jest jednym z siedmiu milionów podróżnych, którzy wybrali się do pasa całkowitego zaćmienia. Zatrzymał się w Południowej Karolinie, u rodziny, czuwa właśnie pod bezchmurnym niebem.

Iść do sąsiadki? Trafił mi się wolniejszy dzień, ale czy ja wiem... W Orlando może nie być za wiele do oglądania. Wyjrzałam już dziś na niebo i zarejestrowałam cień słońca w kłębowisku nisko mknących chmur. Zresztą, gdy nadejdzie czas oglądania nieboskłonu, muszę się zebrać po Kozaka.

I poza tym u sąsiadów jest kocur, z którym mam na bakier. Jednak zostanę w domu.

12:15
Huknęło i lunęło. Póki co obserwować można typowe letnie popołudnie na Florydzie. Wbrew wczorajszej prognozie pogody.

13:10
Słońce wyszło zza chmur. Ciekawe na jak długo.

14:30
Wybieram się po Kozaka. Słońce przykładnie świeci na błękicie. Na osiedlu dziwnie cicho. Gdzieniegdzie tylko grupki ludzi chowających się w cieniu.
Mijam zieloną murawę, skąd dwa razy w roku mieszkańcy dzielnicy oglądają pokazy fajerwerków, w Dzień Niepodległości i na Sylwestra. Tym razem towarzystwo rozparło się w krzesłach ale w pełnym słońcu, pod parawanami. Upał pomagają przetrwać lodówki turystyczne.
Jedni z okularami na nosach, drudzy z pudełkami po chrupkach śniadaniowych. Bo zaćmienie można zaobserwować na różne sposoby. Nie potrzeba specjalnych soczewek. Można użyć kartonowego pudełka. Pani patrzy. Tu robi się dwie dziurki, tu przykleja aluminium. A tu na spodzie białym papierem się szparę podkleja. I staje się tyłem do słońca i zagląda do środka.
Albo, według mojego patentu, zerka się na słońce przez niebieskie przyciemnienie na przedniej szybie samochodowej. Potem jeszcze zamyka się powieki i proszę: negatyw ale w kształcie półksiężyca.

14:54
Światło lekko przygasa. Świerszcze co prawda nie wychodzą, latarnie się nie włączają, ale dzieje się coś ważniejszego. Nie dość, że w samej połowie pory letniej w geograficznym centrum Florydy, to w dodatku w środku popołudnia mogę stać na dworze bez okularów słonecznych - bez mrużenia oczu. Chociaż słońce nadal bardzo wysoko, wszystko dookoła delikatnie zmatowiało i nie drażni odbijanym światłem. Rozluźniam twarz, rozglądając się dookoła. Takiego słońca by chciało się na co dzień. Gdy zamiast oślepiać oświetla.  

16:15
Jasność za oknem wraca do normy. Znów migocze, skrzy się i pali. Piszczą gdzieś dzieciaki. Kozak wbiega co chwila do domu i słychać buczenie dozownika lodu, stukot kostek w szklance i huk zatrzaskiwanych drzwi. Dzień znów jak co dzień. A! Z drugim wyjątkiem. Koza przegląda w telefonie nową fryzurę. Nie ma to jak wpaść bez zapowiedzi do salonu fryzjerskiego w zaćmienie słońca. Na ulicach bezruch, u fryzjera to samo. Bez kolejek. Rach-ciach i wracamy do domu. To rozumiem!

18:03
No, to co?
Obiad, lekcje... 

Zanim się obejrzę, dwudziesty pierwszy sierpnia dobiegnie końca. 
Ciekawe, kto z nas go będzie jutro pamiętał? A za tydzień?
Nie zdziwię się, jeśli niewielu. 

Księżyc był i się zmył.
Życie kręci się dalej.


Ps. dla tych, którzy zmartwili się zamkniętymi w szkole licalistami. We wszystkich szkołach publicznych w centralnej Florydzie, rodzice mieli trzy możliwości:

1. Nie wysyłać dzieci na lekcje (co wybrała około połowa)
2. Odebrać dzieci w południe (co wybrała około połowa tych, którzy posłali dzieci do szkoły)
3. Odebrać dzieci po południu (co i tak planowano zawczasu, szczególnie względem dzieci zostających w szkole na zajęcia pozalekcyjne)












2 komentarze:

  1. wiesz co....Ameryka to jednak dziwny kraj ;-) :D
    pozdrawiam
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że kilka osób mi to powiedziało na fb, przeczytawszy te notatki? I jest to prawdą. Co kraj to obyczaj. Szczególnie dotyczy to sądownictwa ;-)

      Usuń